piątek, 10 czerwca 2011

4 tygodnie do Antka

Wczoraj Matej nie poszedl do pracy wiec poszlismy na spacer...  Ponizej na zdjeciu Antek w 36 tygodniu... W poniedzialek bylismy u poloznej i Antek jest juz ulozony glowka w dol (szykuje sie do powitania swiata) i brzuch mi urosl 3 cm od ostatniej wizyty 3 tygodnie temu.  Jest wzorcowym przykladem dla studentow poloznictwa! Nastepna wizyta za 2 tygodnie, ciekawe ile mi przybedzie w pasie do tego czasu...
Dla wszystkich co sie pytaja:  Czuje sie dobrze, w miare (65lat+) mobilnie. Ciezki sie robi ten moj brzusio z kazdym dniem i staram sie nie oddalac za daleko od domu, ale jak nigdy mam potrzebe spacerow i jakiejs aktywnosci fizycznej... Mam nadzieje, ze moje cialo wytrzyma jeszcze miesiac nadwagi. Poki co jeden rozstep na bliznie po kolczyku w pepku.  Pare drobnych mankamentow ciala, ktore mi doskwieraja to klucie zebra (chyba zebra) pod prawa piersia (mam juz to od kilku miesiecy ale ostatnio sie nasililo), poniewaz maly jest juz glowka w dol odczuwam bole w miednicy i czesto nie wiem czy mam pelen pecherz, czy to on mi uciska... No i utrata pamieci/rozumu... Slyszalam, ze pod koniec ciazy kobieta nie jest soba ale to co sie ze mna dzieje, to przesada... Hormony mi buzuja, placze z byle powodu lub ogarnia mnie wielka radosc...Szybko zapominam nawet cala konwersacje jaka odbylam dzien wczesniej, czesto czuje sie jakbym byla lekko pijana... (nie wiem czy jeszcze pamietam jakie to uczucie...). Mam dosyc sama siebie... Mam nadzieje, ze odzyskam siebie po urodzeniu Antoniego...
Z jednej strony juz nie moge sie doczekac, az go poznam... zobaczyc jak wyglada, czyje ma oczy, usta, nosek... Ruszyc z kopyta z praktyka o ktorej czytam i czytam i czytam... Z drugiej strony, jeszcze by mogl sobie siedziec w mym lonie. Mamy dobra relacje ze soba... nieplaczaca... spokojna... plus jeszcze duzo rzeczy mam do zrobienia dla niego zanim sie spotkamy...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz