piątek, 11 listopada 2011

o braku snu

 Myslalam, ze po 3 miesiacach zycie marudy sie zmieni, ale Antek juz ma 4 miesiace a tu zadnych zmian, lub nawet pogorszenie zachowania. Mial kilka dni kiedy spal nawet 4 godziny w nocy, i to bylo jak Swieta, cudnie. Mama wyspana, szczesliwa, kreatywna i gotowa do dzialania. A teraz powrocil do zachowania pierwotnego, z pierwszego miesiaca zycia. Budzi sie co 2 godziny juz prawie tydzien, mama jak zombi jest. I co za tym idzie, zly nastroj, stres, bezradnosc... Marza mi sie przespane noce, zarowno przez niego jak  i przeze mnie. Ciezko jest byc super matka... Nie chce tracic dnia na odsypianie nocy ale co tu zrobic kiedy sil na nic nie ma... Ciezko jest mi...

Poza tym, jesli juz mowa o niedoli, Antek robi kupy-bomby, co z uwagi na nasze nocki nie jest zbyt wskazane, zeby nie powiedziec straszne... Musze go z kazda taka kupa calego przebierac, gdyz bomba wybucha az po pachy...! Nie wspominajac o plamach kupnych, i pralce chodzacej caly czas by nadazyc ze zmiana ubranek. Nie mam sily (szczegolnie w nocy) na te bomby...

Do tego dochodzi zima... Zbliza sie wielkimi krokami, a co za tym idzie, spadek mocy. W Wielkiej Brytanii zima nie jest zimna, ale brak jakichkolwiek promieni slonecznych... to przygnebia dodatkowo...

Ty tyle z rozdzialu matczynej niedoli. Nie jest lekko ostatnimi dniami, co w sumie nie zmienia faktu, ze bardzo mily tydzien mialam, i kreatywny... Moze juz sie przyzwyczajam do takowego zycia. Mocna kawa z rana i zaczynamy od nowa...
Po namysle jednak stwierdzam, ze to nie przyzwyczajenie, po prostu trzeba ze zmeczeniem walczyc, by nie tracic dnia po dniu na spaniu i zamartwianiu sie. Trzeba wykorzystac jaknajwiecej promieni slonecznych, kopnac sie i dzialac... Tak wlasnie zaczelam robic od paru dni, i naprawde to pomaga.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz