środa, 21 stycznia 2015

bananaz

Roczek naszego Vincentego! Skromne przyjecie w klimacie bananowym, bo Antonowka mial jablka na swoj rok. Podsumowujac nasz rok z Vinim i rok podwojonego macierzynstwa, nie zawsze jest rozowo, a tym bardziej niebiesko. Czasem jest ciezko ale Viniol i tak jest mega i rozbraja nas swoim usmiechem i zawsze i tak na lukrze sie konczy. On ma charakterek, a Antonowka jest jego nauczycielem, ale jest pogodny i bardzo towarzyski. Vini swoj pierwszy rok przeszedl, a nawet przebiegl, bo samo chodzenie juz nie wystarcza. Mowi Mama, tata, ponoc Antek tez raz powiedzial, macha Pa-Pa i zduchnal sam swoja swieczke. Je za siebie i za Antka. Tanczy i spiewa. W ogole to wszystko robi szybciej niz Antek, co chyba normalne jest przy rodzenstwie. KOCHAMY CIE SYNKU! Rosnij nam zdrowo!




sobota, 17 stycznia 2015

nad morzem

Nasza poswiateczna podroz nad morze, ktorej nie moglam wczesniej wgrac bo ladowarka do aparatu umarla. Teraz jest nowa ladowarka (w sama pore na pierwsze urodziny Vinylka juz za pare dni) a ja nadganiam zaleglosci jeszcze z wizyty rodzicow M. Spodziewajcie sie kolejnych nadmorskich pocztowek, bo teraz moi rodzice przyjechali, a to nasz staly punkt rekreacyjno-turystyczny. Wielkopolanie kochaja morze i zawsze trzeba im pokazac troche fal i latarni morskich, no i oczywiscie zjesc tradycyjne fish and chips u Colemansow. 

piątek, 2 stycznia 2015

52/52


Antoni Matej: radosc z namiotu-rakiety ogromna. Bylo nocowanie, czytanie, zabawy z bratem. Strzal w 10.

Vincenty Mateusz: cieszy sie, ze moze byc z bratem, kolo brata, za bratem. Nie zawsze w parze ale i tak szczesliwy. Namiot tez uwielbia. Wchodzi do niego i robi mi "Ku-ku" przez okienko.

To juz ostatni z Portretow Moich Dzieci. Projekt 52 bardzo mi sie spodowal, choc ostatnie miesiace ciezko mi bylo nadazyc z regularnoscia. Wszystkie zdjecia mozna obejrzec TUTAJ. W tym roku chcialabym tez robic moim dzieciom portrety, nie regularnie, co jakis czas. Cykl bedzie sie nazywal podobnie, ale nie liczcie na moja regularnosc, dzieci pochlaniaja moj czas...