poniedziałek, 12 września 2016

WRZESIEN w domu

Aaaaach  JESIEN! Zawialo dzis jesienia. A mnie ogarnela radosc. Jest dopiero polowa wrzesnia, a ja jestem pelna ekscytacji. Wiem, ze co roku to mowie, ale Jesien to moja ulubiona pora roku... To przejscie z lata, gdy jeszcze nie zakladam zimowej kurtki a sweter, ktory babcia Kazia zrobila mi wiele lat temu. Rodzinne spacery wsrod kasztanow i kolorowych lisci. Welniane swetry z warkoczami. Cieple, grube skarpety na wieczorne randki z mezem przed netflixem. Dynie. Zupa z dyni z chilli, feta i sezamem. Tarta z dynia, grzybami i rozmarynem. Dyniowe slodkie wypieki. Haloween. Chyba ulubione swieto Antka. A wszystko to bedzie jeszcze piekniejsze niz zwykle, bo z nowa czlonkinia rodziny. No i z dwoma goscmi honorowymi, moja mama i mama Mateja.





Przygotowania do Jesieni trwaja w pelni. Slucham folkowej muzyki i wlasnie ugotowalam pierwsza dynie dzis na obiad. Mam ochote robic dzemy by zachowac jakos to lato chocby w sloiku i przypomniec sobie o nim w ciemne, zimowe dni. Niestety w tym roku nie dbalam o ogrod, wiec i zbiorow brak (procz malych pomidorkow, ktore lada moment zrobia sie czerwone). Jestem w powaznym stadium gniazdkowania, wiec nasze przejscie w jesien wiaze sie z rownie powaznym sprzataniem... WSZYSTKIEGO. Najchetniej to bym wszystko remontowala, ale poniewaz jestem w 39 tygodniu ciazy, skupiam sie na ukladaniu na nowo rzeczy w kazdej szafce w kuchni i lazience, i kupowaniu pieknych szczot do szorowania (ale samo szorowanie zostawiam sobie po porodzie). Tylko nie wiadomo, czy jak juz urodze, ochota na robienie dzemow i szorowanie podlog mi przejdzie, bo przeciez pamietam dobrze jakie nocki mnie czekaja...






9 dni do terminu! Slyszycie mnie?! 9 dni! Z jednej strony chce juz ja tulic i calowac, a z drugiej niech sobie tam jeszcze siedzi, bo troche martwie sie o Viniego. Wrzesien jest dla niego pelen zmian (playgroup zaczyna i nowa rutyna dnia), a zaraz sie siostra pojawi i na jesien chcemy jakis system spania wprowadzic (taaaak, co noc Matej wedruje do niego). No i moja mama dopiero w czwartek w nocy przylatuje, wiec jesli bym zaczela rodzic to bylby problem z opieka nad dziecmi. Opcje sa, ale lepiej jakby mama byla juz...




2 komentarze:

  1. My zawsze rodzimy gdy ktoś leci z odsieczą, taka tradycja ;)
    Ale miejmy nadzieję, że dzidziolka nie wykluje się przed przyjazdem mamy.
    P.s Wpraszam się na coś z dyni ;)

    OdpowiedzUsuń