poniedziałek, 5 września 2011
Wodospad
W sobote pojechalismy nad wodospad High Force. W planach byl tez zamek Raby gdzie nie moglam sie doczekac zobaczenia parku z jeleniami, ale niestety akurat w soboty jest zamkniety!!! Pozniej okazalo sie, ze zapomnielismy nosidelka dla Antka, wiec kupilismy dlugi szal i razem z moim szalem stworzylismy nosidelko. W koncu dotarlismy nad wodospad, ktory jest zaskakujaco ladny (nie wiem dlaczego ale nie spodziewalam sie wodospadu w Anglii). Szlak ku niemu byl krotki, co mnie troche zawiodlo, bo poprzedniego dnia byl wycisk fizyczny i chcialam to powtorzyc... ale i tak miejsce godne polecenia. W drodze powrotnej bylo grzybobranie ale niestety w domu okazalo sie, ze to borowik ponury i jest trujacy. Zaczelam szydelkowac. Mama pokazala mi prosty scieg na szydelko, ktory ja nazywam wafelek, wiec zaczelam dziergac z zapalem nawet w samochodzie... Jeszcze nie wiem co z tego bedzie ale chyba jakis koc lub pled.
Voyage Voyage
Coz za owocny weekend. Tyle zrobilismy zdjec, ze beda osobne posty na kazda dzien weekendu.
W piatek wynajelismy samochod i zaczely sie voyage. Pojechalismy na Holy Island i do zamku w Bamburgh. Pogoda-typowo angielska, ale 2 bluzy i kurtka i chodzilismy. Pierwszy raz od porodu (8 tygodni) udalo mi sie zmiescic w te fioletowe jeansy! Jestem z siebie dumna. To zasluga tesciow bo chodzimy duuuuuzo, no i nie jem juz czekolady. A to dopiero poczatek bo jak wyjada to zaczynam ostro plywanie. Ta wyprawa tez mi dala w kosc ( a raczej w kosci), bo duzo chodzilismy a w Bamburgu przejelam malego i sie wspinalam po wydmach. Na koniec nog nie czulam, ale satysfakcja wysilku jest...
W piatek wynajelismy samochod i zaczely sie voyage. Pojechalismy na Holy Island i do zamku w Bamburgh. Pogoda-typowo angielska, ale 2 bluzy i kurtka i chodzilismy. Pierwszy raz od porodu (8 tygodni) udalo mi sie zmiescic w te fioletowe jeansy! Jestem z siebie dumna. To zasluga tesciow bo chodzimy duuuuuzo, no i nie jem juz czekolady. A to dopiero poczatek bo jak wyjada to zaczynam ostro plywanie. Ta wyprawa tez mi dala w kosc ( a raczej w kosci), bo duzo chodzilismy a w Bamburgu przejelam malego i sie wspinalam po wydmach. Na koniec nog nie czulam, ale satysfakcja wysilku jest...
Zdjecie do albumu rodzinnego
Antek i jego nowy kolega
czwartek, 1 września 2011
streszczenie
Ostatnie dni to wycieczki i spacery... Wczoraj Corbridge i carboot sale. Przed wczoraj Jesmond Dene. Jeszcze wczesniej Leazes Park. Jutro jedziemy na Holy Island i do Bamburgh Castle wiec ciagle cos sie dzieje i jestem wykonczona... Ale za to ile wrazen... Antek przesypia wiekszosc czasu wycieczkowego, budzi sie tylko na karmienie lub kupe. Ja juz doszlam do profesjonalnego levelu karmienia. Karmilam na lawce w parku, w autobusie, na cmentarzu, idac... tak, tak... Moge juz karmic spacerujac, ha! I robic wiele innych rzeczy jedna reka podtrzymujac malego... Niedluge bede moze szyc z malym na kolanach...
Najpiekniejszy mis na swiecie...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)