piątek, 31 października 2014

43/52

Antonowka: Przygotowania do Halloween trwaja. Planujemy impreze na niedziele a dzis popcorn i bajka na projektorze. Moze sie nawet przebierzemy we dwojke...
Vinylek: Zapalenie oskrzeli zdiagnozowane i przypisany...paracetamol. Ciagle walczymy z goraczka ale apetyt zaczyna wracac. Na zdjeciu zajada kanapke z hummusem.

czwartek, 30 października 2014

Jak sie rozdwoic przy dwojce dzieci

Jak rodzielic milosc miedzy moich trzech mezczyzn? Starszy od poniedzialku do srody, mlodszy od czwartku do soboty, a niedziela jest dla meza. :) A tak na serio to pytanie z tytulu jest calkiem powazne. Macie jakies doswiadczenia w tej kwestii? Co robic gdy oboje potrzebuja mnie w tej wlasnie chwili.

 Vini ma od wczoraj 39 na czole. Antonowka zaskakujaco dobrze znowi ten fakt. Bawil sie sam caly dzien, rano jak Vini mial drzemke mialam chwile by pojezdzic z nim autkami. Wszystko pomiedzy skladaniem prania, a wieszaniem nastepnego. Na szczescie Matej zabral go na krotki spacer przed praca. Wiadomo, codzienna dawka swiezego powietrza musi byc. A Viniol niby duzo spi, ale na 15 minut tylko. Spal by wtulony we mnie, co oczywiscie rozumiem i chcialabym lezec tak z nim caly dzien. Ale nie moge. Wlasnie polozylam ich spac. Bylo ciezko, bo Viniol budzil sie co chwile, zdajac sobie sprawe, ze juz nie jest w moich ramionach. Antonowka czekal na wieczorne czytanie, co skonczylo sie na jednej ksiazeczce przeczytanej w pospiechu, bo mlodszy sie znow obudzil. Biegalam miedzy pokojamy przez prawie godzine.

To byl pierwszy dzien choroby. Dzis jest dzien czwarty. Cztery niesprzespane noce. Prawie do szpitala pojechalismy ale udalo nam sie opanowac sytuacje. Przynajmniej tak nam sie wydawalo. Rano poszlam do Ciasteczkowego lekarza-szamana (no bo nazwisko ma ciasteczkowe Cookey- Cookie). A szaman bo zawsze cos wymysli dziwnego, albo nic nie wymysli. Czasem mysle, ze jestem lepszym lekarzem... Stwierdzil, ze Vini ma zapalenie oskrzeli i zeby dawac paracetamol i bedzie dobrze. TYLKO?! Sami go wyleczymy lepiej.

Antonowka ciagle znosi wszystko dobrze. Tez jest troche przeziebiony ale goraczki nie ma, a jedyne co dzis mu do szczescia potrzebne to duza dynia. Rzezbilismy rano i teraz caluski dzien sie bawi. Nie ukrywam tez, ze jest troche przekupywany. Coz, musze sobie radzic, Viniol chory, Matej w pracy. Dostal figurki myszki Mickey i Mini. Siedza w dyni, to chyba ich klubik/domek.

Jestem do tylu z cyklem portretowym, co dzis bym chciala nadrobic. Wieczorem. Chcialabym tez isc spac o 19. Posrzatac dom. Popracowac nad nowymi tkaninamy, ktore przyszly kilka dni temu. I tak doba jest znow za krotka, a ja zbyt zmeczona by spac...

środa, 22 października 2014

teatr Antonowki

-Ale masz walizeczke ladna. A co tam masz w srodku? Skarby?
-Nie, swinke (zabawka swinka przyp. mama)
Kurtyna.

*  *   *

Pobudka u nas wyglada tak. Antonowka wpada jak burza do mnie u wola:
-Mamooooo! Wstawajjjj! Dzien wstal!!!
Oczywiscie wszystko spiewajacym glosem. I jak nie wstac na taka pobudke?!
Kurtyna.

*   *   *
Nie ma to jak komplement od syna. Mama pomalowala sobie usta (raz na rok sie zdaza). Antonowka:
-UUuuuu, ladne. Usta. Laadne...
Kurtyna.
*   *   *

Jak widzi kosciol, lub budynek o strzelistej (?) architekturze, to mowi:
-Buk. Tam jest Buk. Dom Buka.
Kurtyna.

*   *   *
Czasem podejdzie do Vincentego, tak od niechcenia, poglaszcze go i powie:
-Ohhhhhh, slodki...
Po czym odchodzi.
Kurtyna.



wtorek, 21 października 2014

42/52

Nie moge uwierzyc, ze zostalo tylko 10 tygodni do konca Projektu 52! Czas leci nieslychanie szybko, a dzieci sa tego zywym dowodem...

Antoni: pochlaniacz jablek. Nie jest to zadna nowosc. Nie od dzis. Fakt po prostu. Antonowka.
Vincenty: gruszkowiec (?) No bo musi byc tak jak brat, a na jablko za wszesnie dla szczerbatka.

niedziela, 19 października 2014

O skradzionej czapce, vol.2

Nowa ksiazka. Hit absolutny. O tym jak fajne sa ksiazki i ilustracje Jona Klassena pisalam juz TU. Poprzednia ksiazka stala sie bestsellerem, nic wiec dziwnego, ze i ta szybko weszla na liste przebojow! Tematyka podobna, ale mimo wszystko stala sie hitem w naszym domu. Ilustracje piekne, no i to poczucie humoru... Lovamy!







A jak sie to czyta, zobaczycie ponizej :D


Zawsze czytam mu raz po polsku a pozniej po angiesku, zeby przyswoil sobie slownictwo.

poniedziałek, 13 października 2014

41/52


Antoni Matej: dzis nauczyl sie obsugi nozyczek. Teraz juz nic go nie zatrzyma...
Vincenty Mateusz: po chorobowo bardzo ciezkie nocki nam daje...

piątek, 10 października 2014

Kocham Pana, Panie Tygrysku


Z archiwum i chlodniejszego dnia sierpnia. Antonowka przebral sie za tygryska. On z tych co nigdy do przebieranek sie nie palil, a ja nie nasiskalam i tak zostalo. Wyciagnelam z szafy ten stary stroj, ktorego oczywiscie nigdy nie chcial wlozyc, i... ta-daaa. Jakis przeblysk. Szok, ku mej uciesze. Nawet pyszczek musialam mu namalowac i tak po ulicy i do parku, baaa, nawet do sklepu ze mna chodzil, i ryczal na wszystkich jak prawdziwy tygrys. Ci wszyscy zamiast sie bac i uciekac czym predzej, komentowali jaki on slodki. Ja Wam dam slodki... Jak mama tygryska zaryczy...!

Mysle, ze wzielo mu sie to z ksiazki Sendaka "Where the wild things are". Jesli nie znacie to przyblize, ze tam chlopiec tez chodzil przebrany za jakies straszliwe zwierze... Czy Wasze dzieci tez nasladuja postaci z ksiazek, bajek, opowiesci? Ja mam istnego copy cata. Wszystko nasladuje, scenki odgrywa nawet... Moj slodki tygrysek. Aaaaa, to znaczy grozny tygrysek, to chcialam powiedziec...Rrrrrraaaaaaaa!

wtorek, 7 października 2014

40/52


Antoni: tydzien chorobowy i zbyt wiele dni spedzonych w domu.
Vini: tutaj jeszcze nie chory, atakuje brata.

sobota, 4 października 2014

my catzzz

Jest 22.26 i od godziny mowie sobie, ze ide juz spac. Zamknelam juz wszystkie programy, wszystkie okna przegladarki i tylko sobie przejrze na dobranoc zdjecia moich chlopcow z zeszlo-tygodniowego spaceru... No i post sie pisze, bo nie moge takich pieknych zdjec zostawic sobie. A wiec, prosze i Wy napawajcie sie pieknymi zdjeciami. Nie wymagaly nawet obrobki. Slonce swiecilo i bylo cieplutko, az zapomnielismy przez chwile, ze to juz jesien. 

Moje kotki sa chore. Tzn. starszy jest. Najstarszy (malz) na skraju ale do pracy chodzi. Maly cos pokasluje w nocy, ale za dnia sie usmiecha. I chce chodzic! Dzien z ta chora i wymagajaca dwojka nie jest latwy, i marzylam juz od 15 zeby byla 18, nie najlepiej 20. I co? Kotki male dwa juz spia, a ja przegladam ich zdjecia... Teraz naprawde juz ide spac, tylko ostatni raz na nich rzuce okiem...  :)










spodnie w koty:
Antek---->MISZKOMASZKO
Vini----> ZARA

czwartek, 2 października 2014

oda do szkoly

Juz chcialam chwalic jak to wspaniale, ze szkola sie zaczyna. Antonowka codziennie tylko o tym mowil i ekscytacji bylo nieprzecietnie duzo, gdy przyszedl ten dzien i godzina zero i przyszla. Na godzine tylko w podskokach i z usmiechem na twarzy, by po 45 minutach wrocic z placzem. Dopiero wtedy zdal sobie sprawe, ze nas nie ma, no i oczekiwano od niego tego czego anarchistyczne dzieci nie lubia najbardziej- podazania za zasadami i sadzaniem do stolu. Antek jest free spirit i nie lubi jak mu sie przeszkadza w tej wolnosci. Drugiego dnia mialy byc 2 godziny, ktore juz planowalam w myslach na zakupy i skonczenie ilustracji do nadchodzacego deadline. Skonczylo sie zaciagnieciem Antonowki do pokoju, ciagnieciem po dywanie, z bolem serca moim, i pocieszaniem go w sali, gdzie zostalam z nim godzine. Kiedy wyszli bawic sie w blotku, ucieklam, ale emocje nie pozwolily mi na pojscie na zakupy i rysowaniu. Czekalam w recepji, a gdy przyszedl do mnie zaplakany byl ale szczesliwy bo dostal gruszke. Kolejne dwa dni nastepnego tygodnia zostaly dopasowane do godzin Miriam, przyjaciolki Antonowki od urodzenia.  Znow ucieklam jak zbieg gdy tylko zajal sie czym innym niz moja spodnica, ale slyszalam jego placz, i sama prawie plakalam, ale bylam z Sabina, mama Miriam i powstrzymalam lzy. Nastepnego dnia 3 godziny z lunchem, dal rade, wyl jak wychodzilam, ale jak tylko zniknelam uspokoil sie (dane od mojej znajomej co w sali zostala). Jutro idzie na caly dzien, a od przyszlego tygodnia juz na cale trzy dnie. Wiem, ze to dla niego dobre, wychodzi caly szczesliwy, ale jakos trudniej bylo niz sie spodziewalam... Dzis rano wychodzac do szkoly powiedzial, ze nie bedzie plakal...


Powyzej zdjecie przed jego pierwszym dniem w swoim Grufalo plecaczku. Choc uniform w tym roku jeszcze nie obowiazkowy to stwierdzilismy, ze mu kupimy. Duza wiekszosc dzieciakow ma, wiec pomoze mu sie zintegrowac.